Dziś dramat!Płacz i histeria, a jeszcze dwa dni temu szczęście...
Zrobiłam rano test - negatywny.Byłam zdziwiona ale wiem,że tak się zdarza mimo ciąży.
Pojechałam do szpitala na betę.Okazało się,że za dopłatą mogę mieć wynik na cito.
I miałam ale taki,że ścięło mnie z nóg.Beta spadła z 29 do 7.Szłam do auta i zanosiłam się z płaczu jak małe dziecko.Oglądałam wynik z każdej strony ale nie chciało być inaczej.Pieprzone 7 z groszem.To krwawienie to jednak było wczesne poronienie.Zakotwiczył się na krótko ale coś poszło nie tak.Może był słaby?Może ten stan zapalny zaszkodził?Nie wiem..Wiem,że był ze mną na chwilę.
Chyba wolałabym od razu we wtorek zobaczyć to pieprzone 0, niż teraz zastanawiać się dlaczego?
Chciałam, żeby ktoś mnie zbadał w szpitalu ale ,,przemiła" pani powiedziała,że muszę iść prywatnie bo mają stare usg, a poza tym pewnie ciąży już nie ma.Po drodze mijałam kobiety w ciąży, z dziećmi - masakra.W drzwiach mijałam się z dziewczyną w ciąży, która nie mogła mieć więcej niż 16lat. Przeklinałam w myślach.Pewnie zaliczyła wpadkę, a ja tu ginę.
Na szczęście już mi lepiej,Lepiej teraz niż za kilka miesięcy.To dopiero był by dramat!
Odpuszczam na kilka miesięcy.Muszę odpocząć.Pod koniec września wyjeżdżamy do Doliny Baryczy.Tam się uspokoję i odsapnę.
Wiedzieliśmy,że może być różnie, a jednak boli.W poniedziałek mam wizytę u lekarza.Zobaczymy co wykaże usg.
Mam takie dziwne myśli...Jeśli zrobiłabym tą betę po raz pierwszy dziś, to pewnie cieszyłabym się,że jestem w ciąży.Bo przecież ciąża zaczyna się od 5,8...
Byłam z mamą i psem w parku i na chwilę udało mi się zapomnieć...Dziś było pięknie.Na zewnątrz, bo w środku odbywał się dramat.
Blog o in vitro,czekaniu i nadziei. Niepłodność, słowo które zwala z nóg.Szok, niedowierzanie, zaprzeczanie.Potrzebowałam roku by zaakceptować naszą niepłodność. Blog opisuje moją droga do późnego macierzyństwa, naszpikowaną hormonami, badaniami i zabiegami.Czy żałuję,że nie spróbowałam zostać matką wcześniej?Nie.Wierzę,że na wszystko przychodzi odpowiedni czas..Mój czas dopiero nadchodzi..
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 10 września 2015
środa, 9 września 2015
Strach
Pojechałam rano odebrać wynik bety.Nawet na niego nie spojrzałam.Otworzyłam go w drodze do auta i zaczęłam się cieszyć jak głupek,aż kobieta która mnie mijała patrzyła jak na wariata.Jest!Chyba jest!Wynik 29,88 w 11dpt. Nie mogłam w to uwierzyć.W myślach widziałam już 0!Zaraz za radością pojawił się strach.Przecież robiłam badanie w dniu krwawienia, a w zasadzie przed krwawieniem, więc może wynik jest fałszywy.Ręce mi się trzęsły.Dzwoniłam do S ale nie odbierał.Byłam wkurzona bo to ważna dla nas wiadomość, a ja nie mogę się do niego dodzwonić.Odebrał w końcu.Cholera!!Ciężko u niego z emocjami.Wszystko trzeba wyciągać wołami.Zaraz telefon do M i radocha:)Boję się cieszyć, a bardzo bym chciała!Chciałabym krzyczeć ,,jestem w ciąży"!Mama trochę sprowadza mnie na ziemię, zamiast dawać nadzieję, cała ONA.
Mam mętlik w głowie.Może dzisiaj jeszcze zrobię test.Wiem,że może nie wykazać jeszcze ciąży.
Chyba nie pójdę więcej na betę i poczekam do poniedziałku na weryfikację.Jeszcze,żebym miała wynik w ten sam dzień, ale w laboratorium odbywają się jakieś sceny dantejskie!Może zwiększę dawkę luteiny podjęzykowej i nie będę pchała tablet aplikatorem bo zryję sobie całą szyjkę.Nie wiem kto wymyślił taki ostry podajnik.Chcę żeby mały ze mną został ale jak będzie słaby natura sama zadziała.Trzymam kciuki za siebie i tą istotkę, która jeszcze może tam jest:)
Mam mętlik w głowie.Może dzisiaj jeszcze zrobię test.Wiem,że może nie wykazać jeszcze ciąży.
Chyba nie pójdę więcej na betę i poczekam do poniedziałku na weryfikację.Jeszcze,żebym miała wynik w ten sam dzień, ale w laboratorium odbywają się jakieś sceny dantejskie!Może zwiększę dawkę luteiny podjęzykowej i nie będę pchała tablet aplikatorem bo zryję sobie całą szyjkę.Nie wiem kto wymyślił taki ostry podajnik.Chcę żeby mały ze mną został ale jak będzie słaby natura sama zadziała.Trzymam kciuki za siebie i tą istotkę, która jeszcze może tam jest:)
wtorek, 8 września 2015
Krwawienie.Czy to juz koniec?
Pojechałam rano zrobić bete.Jestem u mamy w małym miasteczku, więc na wyniki muszę czekać do jutra.Oczywiście cały szpital dziadków. Wystałam się w kolejce.W kolejce kobiety w ciąży i zapomnijcie,że je ktoś przepuści.Było mi słabo i niedobrze.Czułam,że mam mokro w majątkach ale myślałam,ze to luteina.W domu okazało się,że to krew.Wpadłam w panikę!Biorę cały czas tabletki,więc skąd to krwawienie?Krew była żywo czerwona z mnóstwem skrzepów.Krwawa i szokująca historia.
Wczoraj był mały shoping:)Z każdego sklepu szybko wychodziłam bo robiło mi się słabo i duszno.Marzyłam tylko o tym,żeby wrócić już do domu, z dala od ludzi, tłoku i duchoty.
Oczywiście grzebanie w necie u dr google. Wynalazłam coś o krwiakach i plamieniach ale to co dzieje się u mnie nie przypomina ani jednego ani drugiego.Piersi nadal mnie bardzo bolą, całe ciało mnie swędzi, brzuch mnie w ogóle nie boli i nie bolał.Stan zapalny powoli przechodzi.Co do stanu zapalnego to usłyszałam,że owszem lekarz może mnie przyjąć ale komercyjnie - żart!Robili mi transfer, coś poszło nie tak i teraz ja mam opłacić diagnozę.Nic ponad program!Za resztę należy się stówka!Leczę się sama czym się da w granicach rozsądku bo nie wiem czy to zapalenie pęcherza czy inne cholerstwo.Leci sok z żurawiny, Urosept,żele i maści.Mam nadżerkę,więc mogło dojść do jakiegoś podrażnienia.
Pozostaje mi czekanie do jutra.Cierpliwości to in vitro uczy jak nic innego!Jestem w szoku,że tak długo wytrzymałam nie robiąc bety wcześniej, nie mówiąc już o testach (ten zepsuty się nie liczy;P).
Chcę już wiedzieć.Albo jestem w ciąży i coś dzieje się nie tak, albo po raz drugi się nie udało.Zawsze połowa mnie liczy na cud, a druga liczy się z porażką.Może dlatego nie lamentuję i nie przeżywam tego tak bardzo jak inni.Do jutra!
Wczoraj był mały shoping:)Z każdego sklepu szybko wychodziłam bo robiło mi się słabo i duszno.Marzyłam tylko o tym,żeby wrócić już do domu, z dala od ludzi, tłoku i duchoty.
Oczywiście grzebanie w necie u dr google. Wynalazłam coś o krwiakach i plamieniach ale to co dzieje się u mnie nie przypomina ani jednego ani drugiego.Piersi nadal mnie bardzo bolą, całe ciało mnie swędzi, brzuch mnie w ogóle nie boli i nie bolał.Stan zapalny powoli przechodzi.Co do stanu zapalnego to usłyszałam,że owszem lekarz może mnie przyjąć ale komercyjnie - żart!Robili mi transfer, coś poszło nie tak i teraz ja mam opłacić diagnozę.Nic ponad program!Za resztę należy się stówka!Leczę się sama czym się da w granicach rozsądku bo nie wiem czy to zapalenie pęcherza czy inne cholerstwo.Leci sok z żurawiny, Urosept,żele i maści.Mam nadżerkę,więc mogło dojść do jakiegoś podrażnienia.
Pozostaje mi czekanie do jutra.Cierpliwości to in vitro uczy jak nic innego!Jestem w szoku,że tak długo wytrzymałam nie robiąc bety wcześniej, nie mówiąc już o testach (ten zepsuty się nie liczy;P).
Chcę już wiedzieć.Albo jestem w ciąży i coś dzieje się nie tak, albo po raz drugi się nie udało.Zawsze połowa mnie liczy na cud, a druga liczy się z porażką.Może dlatego nie lamentuję i nie przeżywam tego tak bardzo jak inni.Do jutra!
Subskrybuj:
Posty (Atom)