Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stymulacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stymulacja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 kwietnia 2016

Ostatni rzut kostką - szóstka!




Miałam wczoraj coś napisać ale byłam sponiewierana emocjami i bólem głowy.Położyłam się już o 21.00.Czułam się jakby pociąg po mnie przejechał.Te leki mnie wykańczają!Ból głowy jest nie do zniesienia!Pulsujący, odbierający dobry humor i energię.

Przed wizytą pojechałam zrobić badania.Uwaga!Pierwszy raz wystałam się w kolejce do laboratorium 40 minut!Byłam w szoku!Pełna klinika!Przyjmowało 4 lekarzy!Musiało się coś pomieniać bo jak chciałam zarejestrować się do nowego lekarza, pani w rejestracji powiedziała,że go nie będzie.Był.Był także prof.Stąd te dzikie tłumy!Bałam się,że nie zdążę zrobić wyników do wizyty.
Śmiałam się,że jedynie co tam śmiaga bez zarzutów i mega szybko to terminal!

Wizyta o dziwo bez opóźnień.Usg pokazało 6 pęcherzyków!Mało nie spadłam z fotela.Od razu zniknął mój dobry humor.Moja dr powiedziała,że to dobry wynik,żebym nie świrowała.Ja oczywiście, że inni mają....ble, ble, ble.Stwierdziła,że lepiej mniej niż więcej byle jakich.Jakoś mnie to nie uspokoiło.Poprosiłam o kolejną wizytę przed punkcją.Pani dr straciła humor.Zaczęła coś grzebać w systemie i system padł.Przyczyną było wpisanie wizyty po wyznaczonym na środę pik upie.Jakoś w końcu się udało i mam wizytę w poniedziałek, a w środę punkcja.Oczywiście padło:a co to da?A da tyle,że będę spokojniejsza i w miarę pewna wyników punkcji.
Estradiol 1126, progesteron 0,53.Pęcherzyki 13 -14mm.
Zapytałam o moją mutację, ale usłyszałam to co zawsze - femibion i tyle!
Zapytam lekarza w poniedziałek.Wiem,że zdania na temat brania leków są podzielone.
Punkcję wykona moja dr.Ostatnio też mi pobierała komórki i wycisnęła wszystko co się dało:)

Potem pojechaliśmy do galerii bo mój facet chciał sobie kupić kurtkę.Ryczałam całą drogę jak wariatka.Łzy same płynęły mi po policzku.Nie mogłam się uspokoić.Liczyłam na min.10 pęcherzyków!Wiem,że moje pozostałe stymulacje były zbliżone 8 i 6 komórek, ale na koniec chciałam zaszaleć:)Mój organizm ma już widocznie dość szaleństwa.Stymulacje były prowadzone dobrze, bo z dwóch stymulacji tylko jedna komórka była pusta ale był żal jak cholera.
Zatrzymywaliśmy się w sklepie co kawałek żeby się gdzieś ukryć, bo rycząca baba w galerii to musiał być ciekawy widok.Mój facet biedny chciał mi wszystko kupić żebym się uspokoiła:)A ja na samą myśl o 6 znowu zaczynałam ryczeć!Jakiś kosmos!
Chciałam szybko do domu, choć padło zaproszenie na obiad, to chciałam wiać jak najszybciej!Do tego koszmarny, rozsadzający głowę ból!

W domu już się trochę uspokoiłam.Przemyślałam sprawę i może faktycznie, mniej oznacza lepiej?
Większość tych kilkunastu komórek jest zazwyczaj niedojrzałych, a u mnie nie było tego problemu.W sumie, potrzebuję tylko jeden mocarny zarodek:)no może dwa:)Muszę się jakoś wziąć w garść i wierzyć w te sześć komórek!Może to będzie moja wygrana w totka?Moja szóstka!!!:)
Myślę,że ta moja histeria wynika z faktu,że we wszystkim chcę być najlepsza, stawiam sobie wysoko poprzeczkę.Ta moja perfekcyjność w każdym aspekcie często przeszkadza mi w życiu.Nie lubię odpuszczać.Jeżeli coś sobie zaplanuję, ustawię jakiś cel musi być osiągnięty.Niestety na niektóre rzeczy nie mam wpływu i chyba to mnie tak często nokautuje.

Kupiłam sobie bezzapachowe mydło biały jeleń.Pierwszy raz się tak przygotowuję.Przy wcześniejszych punkcjach stosowałam normalne,zapachowe kosmetyki.Teraz umyję głowę dzień przed i nie będę stosowała żadnych pachnideł.

Na pocieszkę kupiłam sobie dwie koszulki w sklepie Pan Tu Nie Stał.Mają genialne wspomnienia PRLu:)

W galerii skusiłam się na bomberkę w Stradivaldiusie.


No i kolejne buty Reeboka, które uwielbiam!Są mega wygodne, jak kapcie:)




I znowu wylazła ze mnie szmaciarka!:)Cóż wiosna!Trzeba trochę odświeżyć garderobę:)


Podsumowując:do niedzieli biorę 225j.menopuru,w poniedziałek kolejna wizyta usg, w środę punkcja.Myślałam,że już odstawię gonapeptyl. Niestety do niedzieli muszę znosić bóle głowy;/

Dzisiaj mamy wizytę zwariowanego czarnucha, którym opiekowaliśmy się w święta:)Dwa kudłate dzieciaki będą pewnie robić zadymę:)!


środa, 30 marca 2016

Oszukać przeznaczenie...


Byłam dzisiaj w  pracy.Musiałam załatwić kilka spraw.Oczywiście wszystkie baby mnie napadły!Jak, co, kiedy?!Musiałam opowiadać każdej z osobna.Odkładałam tą wizytę do ostatniej chwili, bo odwykłam już od tego hałasu i każde przestąpienie progu szkoły wywołuje u mnie ból brzucha.Dzieci mnie jeszcze poznają:)więc nie jest tak źle.
W drodze powrotnej byłam świadkiem koszmarnego wypadku samochodowego!W kobietę jadącą przede mną przywalił mercedes, w którego wjechał z dużą prędkością suv. Mercedesa obróciło i uderzył w bok samochodu przede mną.Nikomu nic poważnego się nie stało ale widok był okropny!Słyszałam tylko huk i gniecioną blachę.Auta totalnie rozbite!Siedziałam w aucie i nie mogłam się ruszyć.Auto tej kobiety było dosłownie 15 metrów przed moim.To mogłam być ja!
I chyba nie wyszłabym bez szwanku bo ona jechała także suvem, więc była nieco wyżej.Ciary mi przeszły po plecach!Byłam przerażona!

Jajniki pracują pełną parą!Czuję je bardzo.Przy każdym ruchu czuję kłucie.Woda mi już uszami wychodzi.Czuję się jak balon!W piątek wizyta.Ciekawe ile jest pęcherzyków i jak to wszystko wygląda..

wtorek, 29 marca 2016

Piąty dzień stymulacji




Czas zasuwa nieubłaganie.Dzisiaj już piąty dzień stymulacji.Czuję,że jajniki pracują pełną parą!No malutkie, liczę na was;)Może te pierwsze, duże dawki przyniosą jakieś efekty.Nie musi być dużo, ważne żeby były dojrzałe i dobrej jakości.
Czuję się jak faszerowana gęś;)Jem wszystko co ma pomóc i piję kosmiczne ilości wody, herbat ziołowych i mleka.Ryba i jajka na zmianę;)Żłopię inofem, chociaż lekarz powiedział,że to raczej dla osób z problemem POCOS. Moja przyszła, niedoszła teściowa przysłała nam 4 kg paczkę z ciastem.Nie tknęłam nic!mój facet nakładał sobie fury na talerz, a ja patrzyłam.Przynajmniej więcej nie przytyję;)
Tak sobie ostatnio myślałam,że ja tą aktywację oocytów powinnam mieć zastosowaną już przy drugim transferze, po porażce z pierwszego podejścia.Mam żal do mojej lekarki,że nie zaproponowała mi tego zabiegu.Pewnie gdybym nie trafiła na tego lekarza, też by mi nie zrobili.
Czytałam,że to jest zabieg, który wykonuje się przy niepowodzeniach z zapłodnieniem.
Jak człowiek nie przekopie internetu, nie popyta, nie znajdzie na własną rękę, to nikt go nie uświadomi.Ja pierwszy raz o tym słyszę!Słyszałam o nacięciach otoczek, embryo glue, ale o aktywacji nie.To jakieś zrządzenie losu,że na niego trafiłam.Jakiś anioł postawił go na mojej drodze;)
Choć wiem,że te wszystkie zabiegi nie gwarantują sukcesu, zaczynam powoli wierzyć.
W piątek kończymy menopur i pewnie dołoży nam 600j.Mam takie zapasy luteiny,że chyba wystarczy mi na cały cykl.Zostało mi trochę leków.M. in. unidox i relanium.
Ostatnie wyniki estradiolu <5, progesteron 0.48.Identyczne miałam w dwóch podejściach;)
Nie do wiary,że za tydzień już pick up!

Byliśmy wczoraj na obiedzie i w kinie.Wybraliśmy El Clan. Puste kino, choć spodziewałam się tłumów.Byliśmy tylko my i jeszcze jedna para!Film bardzo dobry.Argentyna, przemiany polityczne,porywanie dla okupu.Tylko,że porywaczem nie jest jakiś gangster, tylko przykładny mąż i ojciec, który nie znosi sprzeciwu i zmusza bliskich do udziału w tym szaleństwie!Polecam!!!Jeden z lepszych filmów, które widziałam!

Weekend był przepiękny!Odstawiliśmy mamę na dworzec i pojechaliśmy na Pergolę.Wygrzewałam mordkę w słońcu i łapałam wit.d:)Robi się zielono, ptaki śpiewają, bociany wracają, jajka rosną:)

środa, 23 marca 2016

Razem, a jakby osobno...




Powtórka z rozrywki...Znowu zaczynamy żyć koło siebie.Jak tylko zaczyna się to całe szaleństwo, ja uciekam, zamykam się w sobie ze swoimi lękami, unikam kontaktu, On się denerwuje, chce rozmawiać, pyta co się dzieje.Nie wiem co się dzieje..Jestem jednym wielkim strachem, który powoli zaczyna mnie deptać i przygniatać.Wiem,że zrobiłam już wszystko co mogłam i reszta ode mnie nie zależy.Nie znoszę bezsilności i braku kontroli, braku wpływu na pewne sprawy.
Wiem,że mam przy sobie wspaniałego faceta ale czasem i On mnie nie rozumie, nie potrafi zrozumieć moich lęków.Powtarza,że zamartwianie nic mi nie da.Wiem o tym i sama często to powtarzam, a jednak...Świadomość,że to ostatnia szansa trochę mnie przerasta.
Boję się,że znowu zaczniemy się kłócić.Ja będę nafaszerowana hormonami jak gęś, a On biedy będzie musiał znosić moje jazdy.Ten ostatni raz musimy to przetrwać.
Chciałabym chyba odciąć się od ciągłego czytania historii innych, którym się udało lub nie udało.Albo zaczyna wyłazić zazdrość, którą staram się deptać, bo nie chcę jej czuć, albo smutek, że ktoś po raz kolejny przeżywa rozpacz.Nie mam siły dźwigać  uczuć innych osób, bo moje plecy i tak są już obolałe.

Głowa mi pęka od leków. Robiąc dzisiaj zastrzyk trafiłam chyba na naczynko, bo krew się polała.Pewnie będzie siniak.

Mam ostatnie dwa dni na ruch.Nie wiem jak znowu zniosę to chuchanie na siebie.Brak ruchu mnie wykańcza.Tęsknię za rowerem!Chciałabym poczuć wiaterek we włosach;)Na razie mogę zapomnieć.Rower ciężki, remont dróg na mojej dzielnicy, a zaraz stymulacja.

Policzyłam,że za leki zapłacimy ok.800zł. Menopur jest w dawkach 1200 lub 600.Moje dawki nijak się do nich mają.Albo kupimy dwie 1200 i nam zostanie, albo 3x600 i nam zabraknie.
Pogadamy z lekarzem jak rozwiązać ten problem.Może dołoży inny lek.

Odblokowali mi wczoraj konto!Wszystkie środki się zgadzają.Teraz tylko odzyskać to, co komornik wysłał wierzycielowi;)Zbliżam się do końca tego koszmaru!

wtorek, 1 marca 2016

Plan stymulacji

Trochę się pozmieniało, pewnie ze względu na święta. Gonapeptyl zacznę brać dopiero 9 marca.Z obliczeń wynika,że 6 kwietnia będzie pick up, a 11 transfer.Z pierwotnych obliczeń wyszło,że zabiegi wypadną w święta, więc faktycznie wszystko się przesunie o ten świąteczny okres.
Wczorajszy dzień to była katastrofa!Nie wiem czy to wynik braku kofeiny w organizmie, czy kiepskiej pogody ale byłam nie do życia.Wizyta oczywiście się opóźniła, a ja siedziałam jak na szpilkach.Nie wiem od czego to zależy ale czasem dopada mnie taki stres i paraliż przed wizytą,że marzę tylko o tym,żeby wejść i wyjść i mieć to już z głowy.Wczoraj marzyłam,żeby ten dzień się już skończył.Byłam nieprzytomna, rozdrażniona,poddenerwowana.S. coś do mnie mówił, a do mnie w ogóle to nie docierało.Zaczęło się gdy wsiadłam do samochodu.Mam wrażenie,że w aucie wyrastają mi rogi i ogon i zmieniam się w potwora.Bluzgam, wrzeszczę i wściekam się okropnie.Oczywiście nie zawsze, ale jak mnie już jedna osoba wkurzy, potem już leci.
Plan stymulacji


Ustaliliśmy,że kolejna wizyta będzie 25.03.Przyjmie nas wtedy inny lekarz, bo nasz będzie na urlopie.Zaczynamy dawką 300x2, potem zmniejszamy do 225 j. menopuru.To i tak są końskie dawki, więc raczej więcej nie będzie.Ostatnio tez miałam takie i szału nie było, chociaż zdaniem lekarza nie było źle.Trochę mnie przeraża, to,że czas dobiega końca.Jeśli w najgorszym scenariuszu ten transfer się nie uda, następny będzie dopiero w maju i koniec.Mam nadzieję,że nie będzie drugiego.Nie ma co martwić się na zapas.
Okazało się też,że mam bakterie, które trzeba do transferu wygonić.Dostałam dwie tabletki dopochwowe.Rozmawiałyśmy tez o mojej nadżerce.Lekarka zaproponowała mi uporanie się z tym do transferu.To ona powoduje nawracające infekcje.Tyle czasu mnie badają i nikt na to wcześniej nie zwrócił uwagi, a teraz nagle trzeba  leczyć na wariata.Lekarze zawsze mi mówili żeby nie ruszać bo nie jest duża.Odpuszczę sobie leczenie jej teraz.

Rozmawialiśmy z koordynatorką.Twierdzi,że płatności wynikają z rozporządzenia.W rozporządzeniu słowa nie ma o płatniku - pacjencie.Nie ma co na razie szumieć, bo nie mamy odpowiedzi z MZ.Koordynatorka twierdzi,że rozporządzenie jest nadrzędne w stosunku do programu.
Zobaczymy jaką informację dostaniemy z ministerstwa.
Dzisiaj mam wizytę u anestezjologa.Wyniki nie są idealne.Spadła mi trochę odporność, reszta jest w normie.Nie chce mi się jechać.Za oknem biało.Będą pewnie korki i ślisko.Myślałam,że zima poszła już precz;)
Kino
Byliśmy wczoraj w kinie.Miało być zabawnie.Miałam się śmiać do rozpuku, a zryczałam się jak głupia.Film nosi tytuł Fusi, opowiada o 43 letnim prawiczku, mieszkającym z mamą.Na kursie tańca poznaje kobietę po przejściach.Nie będę opowiadała dalej,ale film mnie rozwalił.Niby historia, jak ich wiele, ale inna.Głównego bohatera nie da się nie lubić.Chciało by się go nawet przytulić:)Polecam!Jutro mam zamiar iść na Pokój.Wybrałam sobie seans na 11.Trochę godzina dla dzikusów, ale może nie będzie ich za wielu;)


niedziela, 28 lutego 2016

Może nie pierwszy i nie na skroni ale jest!


Dzisiaj rano, kiedy zaglądałam w zwierciadło z pytaniem kto jest najpiękniejszy...;);)ujrzałam GO!
Najpierw dostrzegłam jeden, za nim drugi, trzeci.Zaczynam siwieć!Do licha nie mam jeszcze 40 lat!
Mogłabym w sumie osiwieć na całym czerepie od razu, a nie tak pykać po jednym, a właściwie gdzieniegdzie po pół.Wyrywam sobie pojedyncze, ale jak tak dalej pójdzie będę łysa;)Wygląda na to,że albo się starzeje, albo osiwiałam przez rewelacyjny początek nowego roku;).Moja koleżanka jest ode mnie młodsza o kilka lat, a już od co najmniej kilku jest  siwa.Mam nadzieję,że po jutrzejszej wizycie w klinice mój kolor włosów nie ulegnie gwałtownej zmianie;)

Cholera, nie możemy wydrukować wyników.Moja uparta drukarka wystawia mi jęzor i nie chce współpracować.S. w pracy próbował drukować i lipa.Wyniki zapisane są w dziwnym formacie.Mam nadzieję,że nie przyjdzie nam przed wizytą latać po laboratoriach.

Dziś ostatni dzień rozpusty!Postanowiłam,że od 1DS nie będę piła kawy i nie będę jadła słodyczy.Zobaczymy czy wytrzymam;)
Muszę zapytać o ćwiczenia w czasie stymulacji.Gdzieś słyszałam,że nie należy ćwiczyć.Z kolei czytałam wypowiedź lekarza,że nie ma przeciwwskazań.Przy ostatniej stymulacji ćwiczyłam i zastanawiałam się czy to nie miało wpływu na ilość jaj.W sumie nie było najgorzej, ale gdy usłyszałam,że jest jedno jajco, nieco się załamałam.Na szczęście maluszki dorosły i było w sumie 6;)
Sumiennie garściami ładuję w siebie wszystko co się da, by jaj było jak najwięcej i jak najlepsze:)
Musiałam zamówić nową partię koksu, bo powoli kończą mi się suplementy.
Jutro pewnie wejdzie już gonapeptyl.
Jaja, liczę na was!;)


wtorek, 15 września 2015

Po wizycie

Wczoraj miałam 4 weryfikację.Okazało się,że była to ciąża biochemiczna.Lekarz upatruje przyczynę w słabych zarodkach.Powiedział,że ,,pani jajka i pana plemniki się nie lubią".Cholera nie dość,że musisz znaleźć kogoś, kto odpowiada Ci pod  względem na charakteru, to jeszcze wasze materiały genetyczne muszą się polubić bo inaczej dupa blada.Dostałam skierowanie na histeroskopię ale to raczej nie macica jest tu problemem ale zobaczę co się tam dzieje.Nie wiem czy nie zbadać też tarczycy bo badałam ją dawno.Lekarz stwierdził,że nawet zaburzenia tarczycy nie są w stanie zaszkodzić bo biorę takie leki, która znoszą ewentualne zaburzenia ( w końcu jest endokrynologiem i wie co mówi).
Plan jest taki,że niestety musimy zacząć dopiero w styczniu.Jesteśmy już 33 w kolejce - masakra!
W MZ mówią,że klinika kasę dostała w lipcu i już nic nie mają???To jakiś żart!Zupełnie nie wiedzą jak dysponować środkami.Ja rozumiem,że jedni po pierwszym razie zachodzą w ciążę, a inni podchodzą do 3 stymulacji ale trzeba to jakoś rozplanować.Muszę wypłukać ten syf z organizmu bo zatruwa mi organizm i życie.W niedzielę dostałam takiej histerii,że S nie wiedział co się dzieje.
Wyrzygałam się na niego.Wygarnęłam mu wszystko co jest prawdą i jakieś wydumane pretensje nie wiadomo o co.Jak on to wszystko znosi i ma do mnie cierpliwość.Sama już nie wiem czy to była wina leków czy ja stałam się jakąś francą, choć byłam nią już wcześniej ale nie do tego stopnia;)Na szczęscie lekarz uspokoił mnie,że to działanie leków i powoli będą ze mnie schodziły.Okazało się,że mam jednak grzybicę, wywołaną lekami i teraz muszę się tym zająć.Wiem,że ta przerwa jest mi potrzebna.Chcę przez ten czas zająć się innymi rzeczami i starać się nie myśleć o in vitro.Czeka mnie pisanie pracy dyplomowej i egzamin.Decyzja o urlopie była chyba najlepszą jaką podjęłam.Mam czas na przemyślenia czego ja tak naprawdę chce i co jest dla mnie ważne bo w tym kołowrocie nie miałam na to siły.Mój kochany Golden jest dla mnie zastrzykiem endorfin.Podobno przytulanie psa wywołuje w organizmie wydzielanie takich hormonów, jak przy przytulaniu niemowlęcia.Coś w tym jest;)Ostatnio gdy byłam smutna i często płakałam, przychodził i mnie pocieszał.Któregoś dnia zamknęłam się w łazience z płaczem, a on z bezsilności wył pod drzwiami.Nie chciał jeść bo chyba udzielił mu się mój nastrój.Od wczoraj wszystko wróciło do normy.
Jutro mam imieniny i myślałam,że będę świętowała ciążę..No cóż, nie udało się, więc będę świętowała po prostu imieniny;)

piątek, 7 sierpnia 2015

Niepłodność - początki

Zaczęło się trzy lata temu niewinnie.Zaczęłam spotykać się z S.Miałam już 34 lata i nieudane małżeństwo za sobą.Zapragnęłam zostać matką, chociaż zawsze miałam dylematy z tym związane.Wcześniej jakoś nie spieszyło mi się do macierzyństwa.Lubiłam swoje życie i nie czułam potrzeby żeby je zmieniać.Podjęliśmy decyzję,że zaczynamy starać się o potomka;) Dni, miesiące wypełnione misternymi obliczeniami dni płodnych, badaniem temperatury i obserwowania śluzu.Nic.Kolejne @ coraz bardziej mnie dziwiły, bo przecież wszystko było obliczone i sprawdzone.Postanowiłam odwiedzić lekarza i opowiedzieć mu o swoich problemach.Spojrzał w metrykę wymownie i przepisał tabletki stymulujące jajeczkowanie.Raz, drugi, trzeci.Badanie nasienia S.Okazało się,że armia wielka ale osłabiona.Lekarz zalecił podejście do IUI. Data znamienna 11.12.2013r..Pomyślałam magiczna cyfra może przyniesie nam szczęście.Niestety nie udało się.Wyrok ,,pozostaje Państwu in vitro, nie ma na co czekać w Pani wieku".Byłam wściekła.Jak to? Przecież to za szybko, może coś poszło nie tak.Rok odpuściliśmy temat. W grudniu 2014r. trafiłam na adres strony kliniki leczenia niepłodności.Oferowali jakieś zniżki na badania.Postanowiliśmy iść na konsultację.Zlecono nam mnóstwo badań, o których nikt nam wcześniej nie mówił, między innymi AMH - rezerwa jajników i HCG - drożność jajowodów.Okazało się,że jeden jajowód jest niedrożny, a badanie było koszmarnie bolesne.Tam też stwierdzono, że jedyną szansą dla nas jest sztuczne zapłodnienie.Kiedyś mówiłam: ,,Ja in vitro - nigdy, za wysoka cena", teraz wszytko się zmieniło.Postanowiliśmy spróbować.Nie mamy ślubu ale o dziwo to nie stanowiło problemu z zakwalifikowaniem nas do programu MZ.Byłam pełna nadziei.Niby program rządowy, wszystko refundowane ale okazało się,że do kwalifikacji potrzebowaliśmy mnóstwo badań, które kosztowały krocie. Później nie było wcale lepiej.
I stymulacja  - kwiecień 2015 r. ( w programie mamy trzy ) zakończona niepowodzeniem, ponieważ żadna z 8 komórek nie zapłodniła się metodą klasyczną.Pamiętam jak dziś telefon od pani embriolog z tą koszmarną wiadomością.Byłam załamana.Już planowałam sobie ile zarodków powstanie, ile zamrozimy itd.Nawet nie brałam pod uwagę takiej możliwości.Nie miałam świadomości,że tak może się stać i transfer (podanie zarodków )zostanie odwołany.
II stymulacja - czerwiec 2015 r. Kolejne zastrzyki, pilnowanie dni, godzin podawania leków.Brzuch bolał, głowa pękała, czułam się fatalnie.Badanie przed pick upem (pobraniem komórek jajowych ) mnie załamało.Okazało się,że jest tylko jeden pęcherzyk.Tyle szprycowania się lekami i tylko jeden?Kilka małych pęcherzyków nie nadawało się do pobrania.Termin pick upu został jednak wyznaczony.Lekarzowi udało się jakimś cudem wyciągnąć 6 komórek.Byłam szczęśliwa!Tym razem zastosowano metodę ICSI - bezpośredniego podania plemnika do komórki jajowej.I znowu to koszmarne czekanie na telefon.Jeśli zadzwoni - jest źle, jeśli milczy - transfer się odbędzie.Nie dzwonią!Uff!