Przy pierwszym podejściu zrobiliśmy wszystkie badania genetyczne, łącznie z kariotypami.
Niby wszystkie wyniki były dobre ale u mnie wyszła mutacja w genie MTHFR. Stwierdzono wariant heterozygotyczny A1298C. Jakoś wtedy się w to nie wgłębiałam, bo usłyszałam od lekarza,że to nic poważnego i mam tylko brać lepiej przyswajalny kwas foliowy.Teraz trochę zaczęłam grzebać bo często słyszę,że przy tej mutacji dziewczyny biorą leki na rozrzedzenie krwi.Miałam ostatnio o to zapytać, ale gdzieś mi umknęło.Przy tej mutacji istnieje ryzyko zakrzepicy, więc tak kolorowo nie jest.Nie chcę wchodzić w kompetencje lekarza, ale mam nadzieję,że to nie jest jakieś niedopatrzenie lub zbagatelizowanie tematu.Człowiek ciągle się uczy i ma coraz mniej zaufania do lekarzy.
Może to moje ostatnie poronienie miało z tym jakiś związek?Jutro może delikatnie o to zapytam, a jak lekarz znowu to zbagatelizuje, pogadam z lekarzem po pick upie lub transferze, bo pewnie zabiegi będą wykonywali inni lekarze.
Znalazłam tez stare wyniki.Okazuje się,że miałam robiony nawet poziom dhea, który był na poziomie 282.Norma jest od 60 do 337, więc nie ma potrzeby suplementacji.
Lekarz krzywił się ostatnio na moje amh. Wydaje mi się,że na moją prawie 40tkę, poziom nie jest taki najgorszy.
Jeszcze parę pytań sobie na jutro przygotuję.Zapytam o tą dodatkową wizytę.
Chciałabym się już pozbyć tego balastu;/ Kwoka wysiaduje jaja:)
